stronamarsa.pl - oszczędzanie - Gabriel Grass

„Wielkim bogactwem dla człowieka jest życie oszczędne.”

Lukrecjusz

„Dlaczego na koniec pieniędzy zawsze zostaję tak dużo miesiąca?”

John Barrymore

„Pieniądz złym jest panem, ale dobrym sługą.”

francuskie przysłowie

Oszczędne życie jest mądre i roztropne.  Asceza i umiarkowanie to wartości same w sobie i dobrze je praktykować niezależnie od potrzeb finansowych.

Nieograniczony konsumpcjonizm pociąga za sobą natychmiastową nagrodę, ale wyobraźnia, przykłady i relacje bogatych ludzi pozwalają dopatrywać się w nim pułapki. Intuicja i inteligencja każe nam poszukiwać czegoś więcej.

Człowiek bez pieniędzy wydaje się zawsze być czyimś niewolnikiem. Ten rodzaj niewolnictwa nigdy nie zostanie zniesiony, więc próbujemy wypracować u naszych dzieci potrzebę oszczędzania.

I słusznie.

Im wcześniej tym łatwiej, ale warto też przy tej okazji wdrażać pewien nawyk wzbudzania refleksji na temat korzyści płynących z oszczędzania. Jest to ważne, szczególnie, jeżeli odmawiamy sobie rzeczy, które są odpowiedzialne nie tylko za nasze poczucie zadowolenia, spełnienia, czy zdrowia, ale też naszych bliskich.

Do oszczędzania nie można podchodzić w sposób sekciarski – nie wydać, odłożyć, schować, przecierpieć, ukryć, zapomnieć. Taki cykl kojarzy się z manipulacją.

Jeżeli naszemu oszczędzaniu nie towarzyszy dążenie do większego dobra w przyszłości, to jest ono nieracjonalne. To dążenie musi być jawne, bo inaczej dla dzieci będzie niezrozumiałe. Oszczędzanie prawie zawsze oznacza jakąś przykrość albo poświęcenie: zaoszczędzę i nie zamówię pizzy o którą prosi żona, zaoszczędzę i przełożę wakacje z dziećmi na przyszły rok, zaoszczędzę i nie postawię tej trampoliny w ogrodzie, zaoszczędzę i w tym roku nie pojadę do rodziców na Święta, zaoszczędzę i nie kupię rowerów w tym roku.

Poczucia winy z powodu niespełniania zachcianek oczywiście nie można mieć, wręcz przeciwnie – powinna nas cieszyć zdolność odmawiania sobie, lub odraczania przyjemności. Pamiętać należy jedynie, że jeżeli chodzi o dzieci, to kontekst jest najważniejszy. Dzieciaki zazwyczaj nie rozumieją powodów naszego „skąpstwa” i nie wiedzą dlaczego uważamy, że to coś dobrego.

Często widzą, że rodzice mają dużo pieniędzy, a i tak mówią, że nie ma. Czują się wtedy oszukiwane. Z naszego oszczędzania nic dla nich nie wynika i nasze odkładanie pieniędzy kojarzą jedynie z przykrością pozbawioną nagrody.

Nawet jeżeli uda się nam jakimś sposobem stworzyć u nich pewien nawyk oszczędzania, to będzie to oszczędzanie kompulsywne, czyli nie gwarantujące niczego, a czasem wręcz krzywdzące.

Chodzi o porządek w pojmowaniu spraw w kontekście wydatków domowych. Dobrze uczyć dzieci oszczędności, bo to wartość sama w sobie, ale muszą wiedzieć, że ta umiejętność nie jest gwarantem bezpieczeństwa i swobody życiowej. Muszą nauczyć się czegoś jeszcze.

Dużo się mówi o ludziach, których bogactwo zepsuło moralnie, a prawie się nie zwraca uwagi na to do czego ludzie stają się zdolni pod wpływem biedy.

Choć jedna i druga skrajność ma swoje niebezpieczeństwa, to faktem jest, że jeżeli komuś życzymy dobrze, to życzymy mu raczej majętności, a nie ubóstwa. Nie słyszałem, ani nie widziałem życzeń typu: życzę Ci abyś był biednym, ale za to dobrym człowiekiem.

Mówienie więc o tym, że pieniądze psują ludzi często haczy o hipokryzję, lub zwykłą niespójność w rozumowaniu.

Ostatecznie i tak wszystko zależy od tego jakiego formatu ludźmi jesteśmy i czy nauczył nas ktoś zachować klasę niezależnie od okoliczności.

Zdaję sobie sprawę, że nie sposób jednoznacznie rozstrzygnąć tego, czy bogactwo jest dobre czy złe i nie jest to tutaj moim celem. Jedno jest pewne – choć człowiek bogaty nie jest lepszy od biednego, to prawie zawsze jest w lepszej sytuacji, bo lepiej się odżywia, więcej czasu poświęca rodzinie i przyjaciołom, pracuje mniej, przyjemniej spędza czas wolny, może pomagać innym i w ogóle żyje dłużej. Jeżeli tak się nie dzieje, to głównie dlatego, że sam tak zdecydował, lub ma inne problemy nie związane z dostatkiem.

Przyjmuję więc, że lepiej być bogatym i generalnie życzymy tego naszym dzieciom.

Wracając do oszczędzania….

Mamy różne pojęcia szczęścia, ale jeżeli ogólnie polega ono na tym, aby móc w życiu realizować swoje pasje, spełniać swoje marzenia, mieć czyste sumienie i czuć się potrzebnym, to musimy wiedzieć ile to będzie nas kosztowało. Następnie musimy znaleźć sposób na sfinansowanie tego, co czasami oznacza obejście, odroczenie, czy pomniejszenie tych kosztów.

Jeżeli nasze dochody są już na tyle pokaźne, że samo pracowanie i odkładanie pieniędzy pozwala nam realizować to co uważamy za ważne w naszym życiu, to ok, ale najczęściej oszczędzanie, w sposób często bardzo przykry, nas ogranicza. Chcemy aby nasze dzieci takich ograniczeń nie miały i wtedy dobrze, jeżeli odkrywamy, że tak naprawdę nie chodzi o samo odkładanie, ale o naukę inwestowania, któremu ono służy.

Każdy sam powinien decydować w co i jaką część oszczędności inwestować własne pieniądze – giełda, antyki, kruszce, doświadczenia, wiedza, zdrowie, przyjaźnie… Skoro sami inwestujemy, to bierzemy za to odpowiedzialność.

Daleki jestem od podawania sposobów jak się wzbogacić i osiągnąć finansową niezależność, choć dobrze słuchać tych, którzy mają w tym temacie cođ do powiedzenia.

Z pasją czytam i polecam bloga Michała Szafrańskiego, za oczywiste jednak uważam, że sama umiejętność oszczędzania nie jest lekarstwem na ubóstwo i jeżeli nasza lekcja o pieniądzach na tym się zakończy, to pozostanie niedokończona.

Oszczędzanie musi być wpisane w większy, inteligentny plan.

Oszczędzanie musi być pierwszym krokiem do czegoś większego.

Oszczędzanie musi być ostatecznie efektem wiedzy i umiejętności finansowych, a jest to, niestety, rodzaj umiejętności, których w polskich szkołach dzieci się nie uczą.

To rodzice muszą pokazać dzieciom o co chodzi z pieniędzmi, do czego służą, jak je zdobywać i co jest od nich ważniejsze, a co mniej ważne.

Badania przeprowadzone w zeszłym roku pokazują, że dzieci bardzo wcześnie (przed dziesiątym rokiem życia) wyrabiają sobie poglądy na temat pieniędzy i to niezależnie od tego czy rodzice poruszają te tematy, czy też nie (Romo, Vangelisti 2014).

Trzeba więc z dziećmi rozmawiać o pieniądzach i potwierdzić to co mówimy demonstracją własnego przykładu.

Nie wydaje się to być proste, bo po pierwsze, często sami mamy nieszczęśliwe poglądy o pieniądzach, a po drugie, są tematy, które, mimo że są ważne, nie powinny przechodzić do szeregu spraw poruszanych często i bezrefleksyjnie.

Do takich tematów należy np. seks – ważny, trzeba rozmawiać, ale nie za często, bo się  go banalizuje i stwarza warunki do kompulsji.

Do takich tematów należy też np. śmierć – ważny, trzeba rozmawiać, ale nie za często, aby nie prowokować lęków i złych fascynacji.

Do takich tematów należą też pieniądze – ważny, trzeba rozmawiać, ale konkretnie i nie za często, aby nie ukształtować materialistycznych poglądów na świat, lub nie wzbudzić niechęci do rozwiązywania problemów osadzonych w finansach.

Niech to będzie finansowa edukacja, a nie indoktrynacja.

Jeżeli rozmawiamy o czymś  często, to znaczy, że albo to uwielbiamy, albo się tego boimy, a czasami jedno i drugie. Jest to naszą pasją, albo obsesją.

Nie chcesz, aby dziecko pomyślało, że pieniądze są Twoją pasją, bo to spłyci w jego oczach Twoją osobowość i może zainicjować szereg złych decyzji życiowych.

Nie chcesz też, aby dziecko pomyślało, że pieniądze, to Twoja obsesja… szczególnie jeżeli rzeczywiście nią jest. Być może po prostu Twoja sytuacja jest tak niepewna, że często zastanawiasz się co to będzie. Być może spłata kredytu nie daje Ci spać, dach czekający na remont przyprawia Cię o palpitacje, redukcje kadrowe w pracy nie pozwalają Ci się odprężyć, nie możesz patrzeć jak Obama bezmyślnie drukuje dolary, przygniotły Cię ceny, które podał Ci protetyk. Nawet jeżeli każda Twoja czynność w sposób uzasadniony jest zabarwiona myśleniem o pieniądzach, lub zwykłą obawą przed ich niedostatkiem,  to zalewanie dzieci lękami sprzężonymi z kasą nie wnosi nic dobrego do ich przyszłości finansowej.

Zastanów się co chciałbyś aby Twoje dzieci myślały o pieniądzach, a potem je tego naucz, nie zapominając choć częściowo potwierdzić to swoim życiem.

Dzisiejsze czasy mocno utrudniły przekazywanie dzieciom rzeczywistości finansowej. Kiedyś wszystko było widoczne – ojciec przynosił wypłatę do domu, kładł na stół i przeznaczało się  dwa pieniądze na bilety miesięczne, pięć pieniędzy na prąd, jeden pieniądz na buty dla Franka, cztery do skarpety, dycha do mamy na jedzenie, itd.. Symbolika kupowania była wyraźna i oczywista dzięki transakcjom gotówkowym.

Teraz dzieci widzą karty bankowe (wkładasz, pukasz i masz), oraz aukcje internetowe (klikasz i masz).

To jest dla nich mylące i demoralizujące.

C O   R O B I Ć ? 

Pięć kroków, dzięki którym możesz poprawić inteligencję finansową u swoich dzieci:

  1. Przynoś czasem fizyczne pieniądze i opowiedz o tym jak rozmyśliłeś się w sklepie i nie kupiłeś np. czekoladek, albo że w tym tygodniu kupiłeś tylko dwie paczki papierosów i zaoszczędziłeś 20 zł. Potem fizycznie umieszczaj je w skarbonkach na konkretne cele (wakacje, samochód, dentysta, nowy biznes), aby dzieci widziały jak po trochu wkładasz, a potem rozbijasz i na coś przeznaczasz.
  2. Użyj gotówki, aby zobrazować ile warta jest Twoja praca.
      1. Jeżeli jesteś stolarzem, to pozwól się czasem dziecku przyglądać jak Ci klient płaci gotówką za okna, a potem zabierz je do tartaku i pokaż jak tymi pieniędzmi płacisz za matriały.
      2. Jeżeli pracujesz na etat i masz wypłatę piętnastego, to odwiedź z dzieckiem swoje miejsce pracy, opowiedz co robisz, a potem wypłać pensję któregoś razu, włóż w kopertę, pokaż dziecku, a potem razem udajcie się do banku wpłacić pieniądze „na kartę”. Po wyjściu możesz zademonstrować jak jej używasz zamiast gotówki. Raz powinno wystarczyć na resztę życia.
      3. Jeżeli zajmujesz się domem, to nawet nie próbuj nikomu uświadamiać ile warta jest Twoja praca, bo nikt i tak nie uwierzy. Możesz jedynie spróbować przez tydzień wynajmować kogoś do sprzątania, gotowania i opieki nad dziećmi, a z rachunkiem przyjść do męża. To może być dobry początek.
      4. Jeżeli jesteś bezrobotny, to znajdź pracę!
  3. Opowiedz dziecku o złocie – powiedz, że jest go na świecie mało, że nie można go zrobić, że nie rdzewieje i że to prawdziwe pieniądze, których kiedyś ludzie używali, ale ponieważ jest ciężkie, to schowali większość złota w sejfach i postanowili używać sztucznych pieniędzy (nie musisz na razie wspominać, że tego złota już tam dawno nie ma :)). Kup złotą monetę i niech dziecko wie, że macie prawdziwe pieniądze w domu. Postaraj się, aby dziecko kojarzyło, że złoto ma coś wspólnego z kartami bankomatowymi. Kup też trochę srebra i wytłumacz, że z nim jest podobnie, ale że jest go więcej, więc jest trochę słabszym pieniądzem – za złotą monetę można kupić samochód, a za taką samą srebrną rower.
  1. Znajdź na allegro np. zepsuty laptop, napraw go i sprzedaj troszkę drożej. Pokazuj dziecku każdy etap. Jeżeli operacja się nie uda, to też będzie dobra lekcja. Któregoś razu możesz pozwolić mu się dorzucić ze swoich kieszonkowych i potem podzielić się profitem.
  2. Pokaż dziecku, że pracujesz za pieniądze, oszczędzasz, ale potem nie tylko wydajesz na ważne dla Ciebie rzeczy, ale potrafisz też część z nich z uśmiechem rozdać.

W pewnym momencie zamiast dawać do ręki pieniążka na tacę, czy dla ulicznego grajka, zachęć dziecko aby dało z własnych kieszonkowych.

 

Życzę wszystkim pokaźnych oszczędności i udanych inwestycji!