Jakiś czas temu byłem ze swoim dwulatkiem na spacerze – plac zabaw, plener, spożywczak i do domu. Spędziliśmy kupę miłego czasu próbując włażenia na drzewa, skakania przez patyki, obserwacji robaków, sikania na trawę i takich tam. W drodze powrotnej zorientowałem się, że właściwie odezwałem się do niego tylko kilka razy.

Nie mam problemu z obfitym mówieniem do małych dzieci, choć nie leży to w mojej naturze i nie robię tego tak instynktownie jak większość kobiet które znam. U mnie jest to intencjonalne i z reguły jak coś do nich mówię, to mówię więcej niż podpowiada mi normalność i powaga mojej osoby. Podchodzę do tego strategicznie, więc jest to zwyczajna kwestia decyzji o czym, jak i dlaczego sobie z dzieckiem pogadam. Wymaga to jakiegoś nakładu czasu i energii, ale nie jest to trudne, bo to po pierwsze zazwyczaj obustronna przyjemność, a po drugie to rodzaj inwestycji w obustronny rozwój.

Naukowcy zachęcają szczególnie mamy, aby mówiły do dziecka zanim to jeszcze zdąży odpowiadać, bo w tym czasie również ich mózg rozwija się w szczególny sposób. (Matsuda 2011) Takiej szansy nie mają ani nie-matki, ani ojcowie, ani matki starszych dzieci, ani matki nie używające charakterystycznego sposobu mówienia do dziecka, tzw. rodzicielskiej mowy (IDS – infant-directed speach).

Nie obawiaj się, twoje kilkumiesięczne dziecko nie będzie opóźnione w rozwoju jeżeli będziesz się do niego odzywał tym zabawnym, podwyższonym tonem, ubogim słownictwem i rozciągniętymi samogłoskami.

Wręcz przeciwnie.

Maluch nie tylko tak woli, ale będzie się rozwijał lepiej i szybciej – poświęci więcej uwagi temu co do niego mówisz i zapamięta więcej. (Thiessen 2005) Nie chodzi o seplenienie i przekręcanie wyrazów, ale o charakterystyczną intonację, wyraz twarzy, intensywny kontakt wzrokowy itd..

Jak się okazuje, sam fakt częstego mówienia do dziecka w pierwszym okresie życia ma mieć ogromne i wymierne znaczenie, długie cierpliwe konwersacja z twoim siedmiomiesięczniakiem może się okazać później warte więcej niż opłacanie jego studiów, czy przekazanie mu działki w spadku. Otóż, jeżeli wierzyć amerykańskim naukowcom, to im więcej mówimy do swoich niemowlaków tym mają lepsze świadectwa w szkole i więcej zarabiają w dorosłym życiu. (Waxman, Vouloumanos 2015)

Korzyści nie kończą się tylko na  wyposażaniu dzieci w umiejętności językowe. Budujemy w ten sposób struktury myślowe na poziomie komórkowym i przygotowujemy fundamenty usprawniające przyszłe procesy uczenia się.

A jeżeli moje dzieci miałyby wyjść z domu tylko z jedną dowolną zdobyczą wychowawczą, to wybrałbym zdolność uczenia się, czyli zdobywania wiadomości, umiejętności i nawyków.

Tak więc w pierwszym roku rozgadaj się na całego do swojego dziecka nawet jeżeli wydaje Ci się to bezsensowne, głupkowate, albo nie w twoim stylu. Z czasem stopniowo przesuniesz środek ciężkości w stronę aktywnego słuchania, ale w pierwszym roku gadanie rządzi.

Na koniec ciekawostka. Dla niektórych oczywistość ale teraz poparta nauką. Jeżeli chcesz wzmocnić efekt swojej fachowej rodzicielskiej aktywności werbalnej (IDS), to staraj się często powtarzać wyrazy, albo całe komunikaty, które wysyłasz do dziecka. (Newman 2015) To działa i przydaje się kiedy braknie pomysłów – czrast mi! 🙂

Jeżeli masz własne doświadczenia, a nie pokrywają się z powyższym tekstem to mam nadzieję, że uzupełnisz go poniżej swoim spojrzeniem, co będzie radością dla mnie i przysługą dla innych czytelników.