stronamarsa.pl - porod rodzinny - Gabriel Grass

Kiedyś obecność mężczyzny była konieczna przy poczęciu, a zbędna przy rozwiązaniu. W dzisiejszych czasach wydawać by się mogło, że mamy sytuację odwrotną.

Jest to ostatnio gorący temat. Pojawia się wiele głosów i prawie każdy z nas wydaje się mieć swoje zdanie na ten temat.

Przeważają pochwały rodzinnej formy witania noworodka, a większość argumentów jest natury emocjonalnej i symbolicznej – dotyczy wzmocnienia więzi.

Nie sądzę jednak, aby ostateczna decyzja była dla obojga rodziców sprawą oczywistą.

I dobrze jeżeli nie jest.

Nie sposób zaprzeczyć, że tego rodzaju doświadczenie zawsze ma dozgonny wpływ na relację między mężem i żoną i między ojcem, a dzieckiem. Zazwyczaj jest to wpływ pozytywny, ale z drugiej strony mówi się jednak o zagrożeniach wynikających z tzw. porodów rodzinnych.

Są tacy, co twierdzą, że może to zniekształcić postrzeganie kobiety przez mężczyznę. Na jego oczach dziecko przechodzi przez kanał, który do tej pory kojarzył z fajerwerkami i spektakularnym przegrupowaniom płynów ustrojowych. To musi być szok, którego nasilenie i konsekwencje nie są do końca możliwe do przewidzenia.

Specjaliści i świadkowie przytaczają dziwne, a czasami i tragiczne przykłady, kiedy to faceci wymiotują, mdleją, płaczą, sztywnieją, lub zachowują się normalnie, a zaraz po porodzie wychodzą z kolegami na długą libację, zdradzają, lub po prostu pakują się i uciekają bez wyjaśnień. Zdarza się też, że mężczyźni przez resztę wspólnego życia, jakby nigdy nic, inicjują iście olimpijski sex – raz na cztery lata – ale to też nie wróży dobrej przyszłości związku.

Osłabienia potencji i zaniki libido faceci kojarzą z kalectwem, porażką i powolną śmiercią, więc zanim się poddadzą zrobią co mogą aby temu zapobiec. Do głowy mogą przyjść im różne rozwiązania.

Jestem wstanie wyobrazić sobie każdy z powyższych scenariuszy, a przynajmniej jeden przypadek znam z pierwszej ręki – mój kolega i były współlokator rozstanie z żoną przypisuje właśnie swojej obecności przy porodzie. Rozstali się niedługo po nim i do dziś ma seksualną awersję do swoje żony.

Był wtedy młody, a związek z żoną był oparty w dużej mierze na poezji otaczającej ich życie erotyczne. Po porodzie tajemniczość cielesnych rozkoszy prysła przeradzając się w traumatyczne wspomnienie niecenzuralnej demonstracji natury, która w tamtym momencie miała gdzieś możliwości jego wyobraźni. Był na to absolutnie nieprzygotowany.

Czy można takich przypadków uniknąć?

Nie można, tak jak nie można przewidzieć przebiegu porodu. Możemy za to próbować określić prawdopodobieństwo pewnych wydarzeń i tym niechcianym przeciwdziałać, lub się na nie przygotować – podejmować decyzje na zasadzie działań prewencyjnych. Konieczne jest przestudiowanie procesu porodu i jego różnych form, oswojenie się z tym, że to normalna kolej rzeczy, ale tym razem chodzi o nasze dziecko.

Jeżeli masz wątpliwości, to spróbuj obejrzeć któryś z filmów na youtubie i zobacz jak szybko główka wyskakuje, jaki dziecko ma kolor, posłuchaj dźwięku wytryskujących płynów. Jeżeli Cię to przeraża, to zostań w poczekalni – to żadna dezercja.

W końcu to jeden człowiek wychodzi z drugiego – nie ma żartów!

Są mężczyźni, którzy nie powinni być przy porodzie ze względu na swoją osobowość, wiek i doświadczenia, a także ze względu na specyfikę i staż związku.

Z reguły im facet starszy, tym dojrzalsze ma poglądy i więcej wie o sobie, a w sytuacja trudnych i skrajnie nowych jest to potrzebne.

Im świeższe związki, tym bardziej skupione na namiętności, a ta w  tej sytuacji będzie zbombardowana mało estetycznymi (dla większości) widokami. Jeżeli nie wytrzyma próby, to związek musi oprzeć się na intymności i zaangażowaniu, a te rosną wraz ze stażem związku.

Czy powinniśmy zatem zakazywać niektórym mężczyznom uczestnictwa przy porodzie?

Nie, ale jako społeczeństwo powinniśmy oferować instytucjonalną pomoc w uświadamianiu i przygotowywaniu mężczyzn do tego. Jednocześnie mężczyźni nie powinni czuć się wmanewrowani w obecność przy porodzie.

Do czego tak naprawdę ojciec jest potrzebny na porodówce?

W mojej ocenie argument sugerujący istotny wpływ „rodzinnych porodów” na późniejsze relacje ojca z dzieckiem jest przesadzony, a obawy dotyczące przyszłości pożycia małżeńskiego w niektórych przypadkach uzasadnione.

Uważam, że obecność przy porodzie nie jest żadnym wyznacznikiem lepszego ojcostwa a jakość relacji z żoną i dziećmi można kształtować na inne sposoby.

Nie sądzę również, że na widok męża kobieta ma częstsze, silniejsze, czy mniej bolesne skurcze, ani że potrzebuje porad w sprawie metodologii parcia. Zbyt aktywna interakcja z mężem może wręcz sprowadzić poród na poziom intelektualno-emocjonalny, podczas gdy powinien być osadzony w instynktownych zachowaniach i im podlegać.

Poza tym niektóre kobiety poprostu nie chcą aby ich mężczyzna oglądał je w tak nieeleganckim stanie i to też należałoby uszanować.

Przemawia za to do mnie argument bardziej praktyczny związany z nieprzewidywalnością procesu porodowego. W warunkach europejskich szpitale są dobrze wyposażone, a personel kompetentny, ale zdarzenia losowe i niedoskonałość natury ludzkiej stwarzają zagrożenia, które warto ograniczyć obecnością dodatkowej osoby z nie-personelu.

Byłem przy porodzie mojego syna i nie doznałem szoku. Przygotowałem się i wiedziałem czego się mniej więcej spodziewać od strony biologicznej i psychicznej. Kobiecość mojej żony nie została odarta z tajemnicy, wręcz przeciwnie – tajemniczość ta naznaczona została życiodajnością i nieodgadnioną złożonością.

Byłem tam z poczucia obowiązku i z woli mojej żony, ale na sali porodowej stało się coś, co z perspektywy męskości jest dużo istotniejsze.

Poród miał miejsce w Londynie przy udziale dwóch położnych. Wszystko przebiegało normalnie, ale z jakiegoś powodu mocno się przedłużało i dziecko utknęło w połowie drogi. Po dwóch godzinach położne przestały ukrywać zaniepokojenie i zaczęły na siebie dziwnie spoglądać co chwilę wychodząc i unikając kontaktu wzrokowego. To był środek nocy i ponoć na oddziale nie było lekarza. Przestały już zachęcać do parcia w czasie skurczów i monitorowały tylko stan matki i dziecka.

Starałem się być niewidzialny i pozwalać im wykonywać swoją pracę, ale przyszedł moment, kiedy uznałem, że muszę zadać następujące pytanie: „Drogie panie, poród trwa już dwie godziny, żona traci siły, skurcze są coraz słabsze i rzadsze, dziecku poważnie słabnie tętno i sytuacja nie wydaje się poprawiać. Czy wiedzą panie co w takiej sytuacji zrobić?”

Okazało się to być wystarczającym i pomocnym podsumowaniem stanu rzeczy, bo kilka minut później przyprowadziły lekarkę, która szybko zdecydowała użyć niezbędnych metod pomocniczych. Moja obecność okazała się być kluczowa w kontekście nagłego zagrożenia życia jakie w pewnym momencie zaistniało.

Syn urodził się cały i zdrowy. Wszystkim ulżyło.

Przez większość czasu w głowach mężczyzn towarzyszących kobiecie przy porodzie dominuje poczucie bezradności, ale co jakiś czas sytuacja uruchamia im czerwoną kontrolkę i wtedy przez chwilę wiedzą co do nich należy. Moja interwencja była grzeczna, ale zdecydowana i choć nie mam pewności jak wpłynęła na tok wydarzeń, mam wrażenie, że była potrzebna i użyteczna.

Obecność osoby trzeciej powinna być taka jak ta wypowiedź – grzeczna, zdecydowana, potrzebna i użyteczna.

Jeżeli facet wybiera się na salę porodową, to musi być pewien, że jest to jego decyzja, a nie żony, rodziny, czy opinii społecznej. Musi być tam potrzebny – jeżeli żona nie twierdzi, że jest tam niezbędny, to raczej jest tam niepotrzebny. Musi wiedzieć, że jest tam użyteczny – jeżeli uzna, że w razie „wu” nie będzie miał nic pomocnego do zaoferowania, to niech czeka za drzwiami. No i standardy kultury osobistej – umiarkowanie, rzeczowość, spokój, szacunek. Nic nas z nich nie zwalnia.

Dziś urodziła nam się córka.

Tym sposobem urodziny Niny stały się też urodzinami tego bloga.

Stało się to tak nagle, że przez chwilę przygotowywałem się do odbierania porodu w domu (nie mówię o narodzinach bloga). Dostałem mrowienia na dłoniach, ale wcześniej przeczytałem o tym kilka artykułów i pamiętam coś z filmów, więc aż tak się nie przeraziłem. W końcu święty Józef, chrześcijański patron mężczyzn, prawdopodobnie też sam odbierał poród swojej Małżonki i jakoś sobie w tej stajni poradził.

No, ale wybawcy pojawili się w 2 minuty po telefonie. Ostatecznie żona pojechała do szpitala karetką na sygnałach z szalonym kierowcą skody na ogonie.

Byłem przy porodzie i kilka razy nawet się przydałem (np. zwróciłem uwagę na krew, której nie zmyto z łóżka po przedniej pani), ale też kilka razy nawaliłem (np. przeoczyłem, że położna zapomniała podać dziecku witaminę K zaraz po urodzeniu).

Czy więc obowiązkiem mężczyzny jest nie opuszczać sali porodowej?

Nie, ale jego obowiązkiem jest dbać o bezpieczeństwo żony i dzieci, a szpital jest niebezpiecznym miejscem z takich samych powodów z jakich jest bezpiecznym. Jeżeli obecność zaufanej osoby przy porodzie to bezpieczeństwo zwiększa, to jest ona dobra.

Zaufana osoba, to nie tylko ojciec dziecka, choć wydaje się być najbardziej naturalną opcją. Może to być ktoś inny spełniający wyżej wspomniane warunki, bo, tak jak wspomniałem, uważam że są mężczyźni, którzy powinni zostać za drzwiami, a może nawet w domu.

Szwedzcy naukowcy podają dodatkowy powód dla którego dobrze aby ojciec (lub, moim zdaniem, inna zaufana osoba) jednak był blisko. Niedawno przedstawili dowody, że ojcowie mogą zastąpić matki oferując noworodkowi uspokajające „skin-to-skin” z podobnym efektem z jakim robi to matka.

Bezpośredni kontakt fizyczny dziecka z matką zaraz po urodzeniu jest bardzo ważny ze względu na uspokojenie przerażonego dziecka, a przede wszystkim uruchomienie umiejętności ssania i instynktu szukania piersi. W niektórych przypadkach natychmiastowe podanie dziecka matce w pierwszej godzinie może być z różnych przyczyn niemożliwe, lub utrudnione, wtedy pomoc ojca może być kluczowa do momentu przekazania dziecka do karmienia. (Erlandsson 2007)

Ja osobiście nie widzę problemu, aby w razie potrzeby użyczyć obślizgłemu i sinemu noworodkowi swojej gołej klaty – coś pięknego!

Dla tych co idą na całość kilka sugestii na gorąco:

1. Planuj poród, odwiedzaj szpital, ale przygotuj się na różne formy rodzenia, nawet te dramatyczne.

2. Pij dużo wody i spokojnie oddychaj – nie jesteś niezniszczalny, a stres może zabić.

3. Jeżeli chcesz coś zabrać do szpitala, to trzymaj to w samochodzie (ładowarka, notatnik)

4. Dowiedz się wcześniej co z długim parkowaniem w szpitalu.

5. Porzuć myślenie zadaniowe – Twoje refleksje dotyczące ulepszeń systemu parcia na pewno są dobre, a instrukcje odnośnie pozycji cenne, ale nie tam.

6. Dowiedz się co i gdzie jest w torbie, którą spakowała żona.

7. Możesz się popłakać, ale nie możesz się mazać  – upewnij się, że to dobry moment i powód.

8. Spakuj się na dwa dni, ale zostaw rzeczy w samochodzie.

9. Okazuj wdzięczność żonie, członkom personelu i Bogu.

10. Nie zostaw dziecka na dachu samochodu.